Główna >>

RSS

 

O mężczyznach, o kobietach...

2009-03-06   kategorie: prywatne społeczeństwo kobiety

Dzisiejsza "Gazeta Wyborcza" rozpoczyna dyskusję o mężczyznach tekstem niejakiego "Henryka", który w znakomity sposób opisuje sposób myślenia - wydaje się - większości kobiet i dużej części mężczyzn (aczkolwiek chyba jednak nie większości, bo są wszak jeszcze "prawdziwi" męscy szowiniści, o czym dalej). Choć sama akcja "Męska muzyka" wydaje mi się trochę naciąganym szukaniem "ważnego" i "nośnego" tematu na siłę - tak jak poprzednio, całkiem niedawno "Powrót taty" - to tekst "Henryka" sam w sobie jest bardzo istotny i trafny.

Zupełnie tylko zbytecznie autor - nie wiem czy ironicznie, czy na poważnie, bo trudno to wyczuć - określa siebie "męską szowinistyczną świnią", bo do męskiego szowinizmu mu wszak daleko. Męski szowinista to ktoś, kto kobiety traktuje jako istoty bez żadnych wątpliwości gorsze od siebie, którym nie należy się szacunek ani uczciwe traktowanie i które w ogóle nie są warte tego, aby się nimi przejmować. Autor tekstu reprezentuje jednak - w mojej opinii - typ mężczyzny traktującego swoje partnerki rzetelnie (po partnersku :)), otwartego na ich potrzeby i oczekiwania i charakteryzującego się całkiem niezłym tych potrzeb zrozumieniem. Tyle tylko, że się z tymi oczekiwaniami nie zgadza! Rozumie, ale nie akceptuje! I tu jest pies pogrzebany. Do tekstu "Henryka" możnaby dorzucić to, że większość kobiet oczekuje, iż mężczyzna będzie podzielał ich hierarchię wartości i sposób patrzenia na świat. Sytuacja, w której mężczyzna może mieć inne od kobiety oczekiwania wobec życia, nie mieści jej się w głowie do tego stopnia, że pojawia się tylko jedno możliwe wytłumaczenie - coś z relacją między nimi jest nie w porządku, mężczyzna ją odrzuca, zwraca się przeciwko niej (już nie kocha...?)

Wbrew "Henrykowi" skłonny jestem twierdzić, że istnieją mężczyźni, którzy chcą rodziny, domu, dzieci, w takim związku się znakomicie realizują i osiągają satysfakcję. Sam znam jednego takiego. Jest ich jednak raczej niewielu, podobnie jak niewiele jest - chociaż zapewne także istnieją - kobiet, które w życiu pragną raczej wspomnianego przez "Henryka" "układu dwojga wolnych ludzi" niż "regularnej" rodziny ze wszystkimi domowymi obowiązkami. Jeżeli mężczyzna trafi na podobną sobie kobietę, mogą - zarówno w jednym, jak i w drugim przypadku - żyć szczęśliwie. Z uwagi jednak na - w uproszczeniu - odwrotny rozkład liczebności poszczególnych typów osób w obu płciach, najczęściej łączą się w pary typy pod tym względem przeciwne. I wtedy mamy do czynienia z tymi wszystkimi rodzajami nieudanych związków, o których pisze "Henryk".

Zwróćmy natomiast uwagę na nieco inny aspekt sprawy: zauważmy, że "typowa" kobieta uważa mężczyznę, który nie chce - tak jak autor tekstu - mieć "regularnej" rodziny, dzieci (bądź już raz tego w życiu doświadczył i stwierdził, że to nie dla niego), za "niedojrzałego". Mężczyzna, który zamiast zajmować się domem, żoną i dziećmi, wyżej stawia pracę, hobby bądź "wyżywanie" się np. w działalności społecznej, w oczach kobiety zazwyczaj "ucieka od poważnych spraw" i nie chce zajmować się "naprawdę ważnymi problemami". A kto właściwie dał kobiecie prawo do określania, że sprawy domowo-rodzinne są ważniejsze np. od udziału w jakiejś demonstracji, prowadzenia strony internetowej o starych motocyklach czy jazdy w niedzielę do klienta, któremu akurat zepsuł się telewizor i nie może obejrzeć ulubionego filmu...? Oczywiście sama kobieta, która traktuje swoją hierarchię wartości w sposób absolutny - to co jest "ważne" i "poważne" dla niej, ma być "ważne" i "poważne" także dla "jej" mężczyzny. To, że on może mieć w tej sprawie inne zdanie, oznacza tylko tyle, że albo jest "niepoważny" bądź "niedojrzały", albo "już jej nie kocha"... Każdy z tych przypadków staje się "uzasadnionym" powodem do żalów, złości i pretensji. Bo facet okazał się inny, niż być "powinien", co powoduje, iż kobieta czuje się oszukana. Stąd te wyzwiska od najgorszych, stąd te "świnie", "tchórze", "oszuści". Tylko kto tak naprawdę kobietę oszukał w takiej sytuacji? Mam wrażenie, że ona sama...

Ja też, podobnie jak "Henryk", wiążąc się z kobietą oczekiwałem "układu dwojga wolnych ludzi", a dostałem "pełnowymiarową" rodzinę, z domem, dziećmi i wszelkimi kłopotami na głowie. Zazdroszczę autorowi tekstu tego, że się wielokrotnie rozwodził i próbował wciąż od nowa, że nie stracił nadziei i miał na to siłę. Ja tej siły nie mam. I chociaż ciągle, uparcie wierzę, że gdzieś tam, za górami, za lasami ;) na pewno jest kobieta, z którą mógłbym żyć w "układzie dwojga wolnych ludzi", to nie potrafię jej wyjść naprzeciw...

komentarze (7) >>>