Główna >>

RSS

 

Dziś prawdziwych fachowców już nie ma

2011-11-16   kategorie: prywatne społeczeństwo rower

Na szczęście tytułowe stwierdzenie nie w każdej sytuacji jest prawdą i istnieją chlubne wyjątki. W moim obecnym miejscu zamieszkania mam stosunkowo niedaleko do warsztatu rowerowego pana Witolda Gątarskiego, dość szeroko znanego jako najlepszy mechanik rowerowy w Krakowie :). On właśnie jest jednym z owych wyjątków. O rower oddany w jego ręce zawsze zadba kompleksowo, zwróci uwagę także na ewentualne inne uszkodzenia i nieprawidłowości poza bezpośrednim powodem, dla którego do niego przyszliśmy. Drobne poprawki i regulacje wykona często za darmo. Jeżeli uszkodzeniu uległ jakiś dający się łatwo zdemontować element roweru - np. koło - często nieodpłatnie da element zastępczy, aby można było jeździć przez czas, gdy ten uszkodzony pozostanie w naprawie. I co ważne, uszkodzone elementy pan Witold stara się faktycznie naprawiać, a nie - jak robi to znakomita większość serwisów - od razu wymieniać na nowe. Komu innemu by się chciało naprawiać np. pedał, w którym uszkodzeniu uległo łożysko kulkowe, i wymieniać samo łożysko? Wszyscy wymieniliby od razu cały pedał, a może i dwa, bo mają je tylko w kompletach... A panu Witoldowi się chce. Do tego jest niesamowicie sympatycznym i życzliwym człowiekiem, z którym rozmowa to prawdziwa przyjemność :). Po prostu rzemieślnik z prawdziwego zdarzenia, "starej daty". No właśnie: problem polega na tym, że jeżeli spotykamy gdzieś solidność i kompetencję, to prawie zawsze będzie to reprezentowane przez kogoś "starej daty". Nieomalże relikt mijającego świata :(.

Właśnie ostatnio przy okazji drobnej naprawy mojego roweru ucięliśmy sobie z panem Gątarskim pogawędkę na temat powszechnej nietrwałości produkowanych obecnie wyrobów. Bo niby mówi się o ekologiczności, recyklingu itepe itede, a wszystko - począwszy od butów, poprzez lodówki, telefony, po rowery i samochody jest coraz mniej trwałe, produkowane tak aby po kilku latach się rozsypało. Wynika to rzecz jasna z tego, że w interesie producentów jest, aby ludzie kupowali ciągle nowe rzeczy - jaki byłby zarobek producenta np. telewizorów czy lodówek, gdyby sprzedawał sprzęt, który może z powodzeniem pracować 20 lat, a jaki jest w sytuacji gdy ludzie wymieniają taki sprzęt np. co 3 lata? Podobnie jest z wymienianiem całych podzespołów zamiast ich naprawianiem - naprawa pojedynczych elementów nikomu się dzisiaj - poza pasjonatami takimi jak pan Gątarski ;) - nie opłaca. Ale popatrzmy, jakie to jest ogromne marnotrawstwo surowców: jak to się ma do tak promowanej ekologiczności? Nawet jeżeli zużyty sprzęt zostałby całkowicie poddany recyklingowi i przetworzony na coś nowego - co jest nierealne - to i tak przetworzenie to wymaga zużycia energii, która produkowana jest przecież też z czegoś... Nie mówiąc już o czyjejś zbytecznej pracy, którą można byłoby przeznaczyć na coś innego...

I to nas bardzo z panem Witoldem zbliża. Ja też nie cierpię, gdy coś się marnuje, gdy muszę wyrzucać całą "prawie dobrą" rzecz z powodu jednego drobnego uszkodzenia (na przykład spodnie, w których wytrze się dziura - co jest bardzo częstą przypadłością obecnych dżinsów, a przecież dżinsy zostały wymyślone jako ubiór, który wszystko wytrzyma; próbowano nawet parę spodni rozrywać końmi, aby pokazać jakie są wytrzymałe :) - szkoda wyrzucić całe spodnie z powodu jednej małej dziurki; pasowałoby ją załatać, ale nie każdy potrafi sam to zrobić tak, aby wyglądało ładnie, a zresztą w końcu od czegoś mamy specjalizację i fachowców; tylko że znaleźć zakład krawiecki, który podejmie się wykonania takiej naprawy, jest coraz trudniej - bo też się nie opłaca), gdy nie mogę nigdzie kupić drobnej części zamiennej, której brak uniemożliwia mi korzystanie ze złożonego urządzenia (np. żarówki do lampy w rowerze), przez co urządzenie staje się praktycznie jednorazowego użytku, gdy kupiony zaledwie kilka lat temu telefon jest według dzisiejszego pojęcia już na tyle "stary", że nikt go już nie serwisuje... i tak dalej... To zdecydowanie nie jest dobry kierunek rozwoju. Ciekawe, czy ten trend się kiedyś odwróci - a jeżeli nie, to do jakiego końcowego rezultatu dojdzie. Ale mam nadzieję, że przynajmniej jeszcze za mojego życia nie wymrą resztki prawdziwych fachowców i ludzi, którzy preferują wymianę żarówki nad wymianę całej lampy i wymianę baterii nad wymianę całego telefonu... Tylko jak długo jeszcze te osobne, wymienialne żarówki, baterie i inne części będzie można dostać? Czy niedługo nie będzie tak, że wszystko, co będziemy kupować, będzie jedną nierozbieralną całością, która chcąc nie chcąc w razie jakiegokolwiek uszkodzenia będziemy musieli wymienić na nową? A co zrobić z tą starą, zepsutą rzeczą? Kolejny kłopot...

komentarze (0) >>>