Główna >>

RSS
Nie idźmy na tę wojnę! To nie nasza wojna!

 

Surrealistyczna przygoda w pociągu ;)

2012-05-03   kategorie: prywatne społeczeństwo

Wracałem wczoraj pociągiem do Krakowa z nieodległego Tarnowa. Swoją drogą, kilkanaście lat temu, za czasów moich częstych zawodowych pobytów w tym mieście, pociąg pospieszny pokonywał te niespełna 80 km w godzinę; obecnie TLK jedzie prawie półtorej godziny. Ale nie o tym będzie mowa. Wsiadłem otóż do tego pociągu i przechodząc wzdłuż przedziałów w poszukiwaniu wolnego miejsca nagle znalazłem się jakby w jakimś absurdalnym, surrealistycznym obłędzie :). Prawie w każdym przedziale ludzie z nosami wlepionymi w trzymane na kolanach laptopy. W przedziale, w którym w końcu znalazłem wolne miejsce, siedziały cztery osoby, z czego laptopy miały trzy. Pan obok mnie, na oko mniej więcej w moim wieku, może nawet ciut starszy, wytrwale grał na laptopie w pasjansa. Co robiły dwie dziewczyny naprzeciwko (jedna na oko gdzieś tak w wieku 25-30, druga młodsza, wyglądająca na studentkę), nie wiem, bo w ekrany im nie patrzyłem ;), niemniej jednak cały czas zawzięcie klikały na przemian w laptopy i w wyciągane co chwilę z torebki telefony. Ta młodsza na dodatek jeszcze równocześnie słuchała muzyki z odtwarzacza MP3 (plus za to, że z odtwarzacza, a nie z telefonu :)). Czwarta osoba, ta bez laptopa - też dziewczyna w wieku gdzieś tak dwudziestu paru lat - początkowo drzemała, potem jednak wyciągnęła telefon i zaczęła do kogoś dzwonić rozmawiając na dwa telefony na przemian (nie przerywając jednego połączenia - prosiła rozmówcę o poczekanie - sięgała po drugi telefon i rozmawiała z kimś innym). Początkowo siedząc wśród nich w tym przedziale czułem się bardzo dziwnie, jednak po jakimś czasie tego surrealistycznego teatru po prostu nie wytrzymałem i parsknąłem śmiechem. Oczywiście przeprosiłem potem tych wszystkich ludzi, że się śmiałem, ale naprawdę dziwi mnie - czy oni sami nie dostrzegają komizmu takiej sceny? No chyba że tak są wpatrzeni w swoje laptopy, że nie dostrzegają niczego więcej - za czym przemawiałby fakt, że nikt poza mną nie zauważył leżącego na podłodze przedziału, zgubionego przez kogoś krzyżyka (z odpowiedzi na moje pytanie wynikło, że zgubić go musiała najprawdopodobniej pani, która wcześniej siedziała w tym przedziale, a wysiadała właśnie w Tarnowie). Sam przecież jestem informatykiem, całymi dniami pracuję z komputerem, w Internecie (zwłaszcza na Wykopie ;)) siedzę nierzadko zdecydowanie dłużej niżby należało ;), ale takie "przyklejenie" do komputera to już zdecydowana przesada. I nie przemawia nawet do mnie tłumaczenie, że ktoś może robić to właśnie w ramach pracy, że spędzając dużo czasu w podróży wykorzystuje ten czas właśnie na pracę - nie, nie "kupuję" tego. Chyba zawsze będę takie zachowanie uznawać za dziwne, śmieszne, nienormalne i już.

komentarze (5) >>>