Główna >>

RSS

 

Źle się dzieje w państwie polskim

2012-07-26   kategorie: nowości społeczeństwo

Abstrahując od faktu, że nie wiadomo kim są "internauci" - określenie, którym bardzo lubią posługiwać się dziennikarze, tworząc obraz jakiegoś mitycznego tworu - bardzo mnie ci mityczni "internauci" w ostatnich dniach rozczarowali.

Władze w Polsce dokonują kolejnego zamachu na wolności obywatelskie, tym razem podnosząc rękę na fundamentalną wolność demokracji - wolność demonstrowania i manifestowania - a popularne serwisy internetowe, w tym Wykop, którego użytkownicy są niby tak aktywni i na bieżąco z ważnymi informacjami - milczą, ten temat jest praktycznie na nich nieobecny. Kiedy w zimie ważyły się losy ACTA, serwis ten był wręcz przesadnie wypełniony tekstami na ten temat - jeżeli ktoś miał dość tematyki ACTA, to trudno mu było trafić na materiał, który tego tematu nie dotyczył... Nie wspominając już o tym, że w proteście przeciwko ACTA wyszło na ulice kilkadziesiąt tysięcy ludzi, a dziś - gdy władze chcą nam poważnie ograniczyć możliwość organizowania takich protestów - na demonstrację sprzeciwiającą się tym zamiarom przychodzi osób ledwo kilkadziesiąt.

Nie sposób w tym kontekście nie odmówić pewnej racji tym, którzy zarzucali tysiącom "internautów" demonstrujących przeciwko ACTA, że tak naprawdę wcale nie chodzi im o zagrożenie wolności w Internecie, jakie mógł przynieść ze sobą ten traktat, tylko o to, żeby nikt nie odciął im dostępu do możliwości darmowego ściągania filmów i muzyki. Skoro ustawa przegłosowana dzisiaj w senacie nie grozi typowemu wykopowiczowi (pozwolę sobie używać tej postaci jako nieco bardziej konkretnego wyobrażenia "internauty") tym, że nagle na jego komputerze zabraknie torrentów, to nie odczuwa on motywacji, aby wyjść na ulicę i protestować. Tego, że "dzięki" uchwalonej dzisiaj ustawie być może już nie będzie mógł wyjść na ulicę i demonstrować, kiedy rząd następny raz wyskoczy z kolejną wersją ACTA-podobnych przepisów, wspomniany wykopowicz już niestety nie dostrzega.

Historia nowelizacji ustawy o zgromadzeniach, nad którą głosował dzisiaj senat, dowodzi, że kiedy obecny polski rząd potraktuje coś ambicjonalnie, staje się głuchy i ślepy na wszelkie głosy i argumenty - czy to pochodzące od obywateli, czy od ekspertów, czy od polityków innych opcji. Rządząca partia wykazuje tu niezwykłe podobieństwo zachowania do będącego po całkowicie przeciwnej stronie sceny politycznej słynnego księdza z Torunia, prąc "alleluja i do przodu", zamknąwszy oczy i uszy. W taki ambicjonalny sposób premier potraktował nie tak dawno sprawę dopalaczy. Mimo mnóstwa głosów poddających w wątpliwość (jak się potem okazało, słusznie, o czym świadczą wyroki sądów w tych sprawach, gdzie osoby pokrzywdzone działaniami władz zdecydowały się takie pozwy do sądu złożyć) legalność i konstytucyjność zamykania "na hurra" sklepów z dopalaczami na bardzo wątłej podstawie prawnej, w sposób godzący bezpośrednio w prawa obywatelskie, zamknięto na te wątpliwości oczy i uszy i "do przodu", na zasadzie maszynki do głosowania, przepchnięto co najmniej wątpliwą prawnie ustawę przez sejm i senat.

Ambicjonalnie potraktował premier Tusk sprawę ACTA, wykazując podobny ślepy upór w kwestii podpisania tego traktatu. Masowe protesty "internautów" potraktował nie jako głos ludu, który wyraża swoją opinię i sprzeciw, lecz jako szantażystów, którzy usiłują wymusić coś na rządzie - a ten przecież jest najmądrzejszy i wie najlepiej. Dostał wprawdzie gorzką lekcję - nie, wcale nie od protestujących, których zignorował, lecz od władz innych państw europejskich i Parlamentu Europejskiego, kiedy się okazało, że ci wcale tak bardzo nie podzielają jego zapału do tej restrykcyjnej umowy - wydaje się jednak, że potraktował to raczej jako wypadek przy pracy niż jako powód do zastanowienia się i refleksji nad sposobem swojego działania.

Gdyż teraz mamy właśnie kolejny przykład podobnie ambicjonalnego podejścia. Tak jak w przypadku dopalaczy, zmiana ustawy o zgromadzeniach (wymyślona wprawdzie przez prezydenta, ale przecież w pełni popierana przez premiera), na zasadzie "alleluja i do przodu" przepychana jest przez sejm i senat. Protestują przeciwko niej właściwie wszyscy - od prawej do lewej strony sceny politycznej, jak i ci, którzy na tej scenie są zupełnie neutralni, ale znają się na prawie i widzą w zaproponowanej ustawie same wady. Protestują organizacje pozarządowe, strzegące wolności obywatelskich, jak i eksperci od prawa konstytucyjnego. Partia rządząca jest jednak na te wszystkie głosy idealnie głucha i ślepa, nic jej nie obchodzi, byleby tylko przegłosować te zmiany. No bo jakże to, prezydent zaproponował, to jego oczko w głowie, jakżeby można to odrzucić?

A wykopowicze, "internauci", obywatele - śpią. Tak jakby to ich nie dotyczyło. A przecież przeciwko próbom ograniczenia nam prawa do protestowania powinniśmy protestować wszyscy, bo jeżeli dzisiaj władza ograniczy nam prawo do protestów, to jutro już może być ciężko zaprotestować przeciwko czemukolwiek innemu...

Ludzie obudźcie się! Jeszcze jest szansa, żeby zrobić wrzawę podobną jak w sprawie ACTA. Wprawdzie ustawa przeszła już przez senat, wkrótce pewnie podpisze ją prezydent (trudno sobie wyobrazić, aby własnej ustawy nie podpisał...), ale jeżeli - póki możemy! - podniesiemy w tej sprawie krzyk, to może ktoś uprawniony zaskarży ustawę do Trybunału Konstytucyjnego (niestety, prawo wniesienia tam skargi nie przysługuje ot tak, zwykłemu obywatelowi), no i pozostaje jeszcze ostatnia szansa - trybunał w Strasburgu. Tam proponowane przez polskie władze zmiany w prawie o zgromadzeniach nie zyskają raczej poklasku, bo prawnicy europejscy uważają, że wolność zgromadzeń w Polsce jest zbyt mała i należy ją poszerzyć, a nie ograniczyć. Jest zatem szansa na podobnie bolesną lekcję, jakiej instytucje europejskie udzieliły polskiemu rządowi w kwestii ACTA - ale najpierw ktoś musi sprawić, aby ta sprawa się w ogóle na europejskiej wokandzie znalazła... Tak więc nie śpijcie, tylko protestujcie - dzisiaj, bo jutro może być za późno!

komentarze (0) >>>