Główna >>

RSS

 

A zawsze mówiłem, że trzeba skromniej...

2020-04-06   kategorie: nowości społeczeństwo

Koronawirusowe zamknięcie trwa już blisko miesiąc i powoli zaczynamy się do niego przyzwyczajać. Ja jednak chciałbym tu wrócić do połowy marca, czasu tuż po zamknięciu granic, kiedy to niemal każdego dnia w mediach przeczytać można było historie lamentujących Polaków, którzy kilka dni wcześniej wyjechali sobie do egzotycznych krajów na wycieczki, a teraz nie mają jak wrócić.

Czy naprawdę w czasie, kiedy już było wiadomo, że "coś się święci", zaraza roznosi się po świecie i lada moment do nas dotrze, trzeba było lecieć sobie beztrosko do jakiegoś Peru czy innych Indii na wycieczkę? Nawet jeżeli wycieczka była zaplanowana dużo wcześniej, a biuro turystyczne nie chce oddać wpłaconych pieniędzy, to chyba mimo wszystko lepiej stracić kasę, niż znaleźć się w odległym kraju w środku epidemii, narażając się na podwójne niebezpieczeństwo - zarażenia się i pozostania w obcym miejscu bez możliwości powrotu do domu i być może bez podstawowych środków do życia (jedzenie, ubranie...).

A to tylko w wymiarze indywidualnym. Zaś w wymiarze zbiorowym - to właśnie przez takich jak wy, latających bez opamiętania po świecie wte i wewte, mamy tę zarazę! Gdyby nie globalizacja i związany z nią przemysł masowej turystyki - czego skutkiem są tysiące samolotów codziennie przemierzających Ziemię od krańca do krańca - wirus nie miałby możliwości tak łatwego i tak szybkiego roznoszenia się. Epidemia SARS z 2002/2003 roku, która też zaczęła się w Chinach i wywołana była podobnym do obecnego koronawirusem, miała znacznie mniejszy rozmiar. Przyczyny tego niewątpliwie są różne, ale wielu epidemiologów podkreśla, że z dużym prawdopodobieństwem na mniejszy rozmiar epidemii miała wpływ znacznie słabiej rozwinięta 17 lat temu komunikacja lotnicza.

Nawet jednak i bez samolotu można pojechać np. na narty do modnego austriackiego kurortu. I przywieźć z powrotem zarazę swoim współmieszkańcom. Badacze obecnej epidemii wskazują, że jednym z przypuszczalnych wielkich "rozsadników" wirusa była popularna austriacka miejscowość narciarska Ischgl i tysiące wczasowiczów wracających stamtąd po feriach zimowych w swoje rodzinne strony - tak, do Polski także.

Wiele osób w różnych mediach pisze obecnie o tym (choć ja tak twierdziłem, zanim jeszcze przeczytałem jakiekolwiek na ten temat teksty), że wymuszone przez wirusa siedzenie w domach pozwala bardzo wyraźnie zobaczyć różnicę między tym, co nam rzeczywiście jest potrzebne do życia, a tym, co jest tylko naszymi zachciankami, sztucznymi "potrzebami" wykreowanymi i wmówionymi ludziom przez wiecznie nienasycony i głodny mechanizm konsumpcji, jakim jest współczesny kapitalizm. Lamentuje się nad powszechnym rzekomo upadkiem firm, jaki ma być efektem lockdownu. Zwróćmy jednak uwagę, że te firmy i te branże gospodarki, które służą zaspokajaniu naszych rzeczywistych potrzeb życiowych, pracują i pracować będą - i upadek im raczej nie grozi. Nie upadną sklepy spożywcze ani zakłady pogrzebowe. Będzie działać energetyka, telekomunikacja, transport zarówno towarów jak i ludzi (owszem, linie lotnicze zostały obecnie "uziemione", ale po jakimś czasie wrócą do działania, zapewne w mniejszym wymiarze, bo odpowiednim do zaspokajania rzeczywistych potrzeb transportowych, a nie zachciankowego włóczenia się po świecie, gdzie fantazja dyktuje). Ktoś będzie sprzątał i wywoził śmieci. Będziemy produkować i naprawiać samochody, rowery i pociągi, buty i ubrania. Nawet artyści będą dalej tworzyć i występować, bo potrzeba twórczości artystycznej jest głęboko naturalna i niezależna od warunków ekonomicznych - choć być może będą musieli pogodzić się z tym, że wiele rzeczy będą robić za darmo i być może ich działalność artystyczna będzie tylko hobby, a zarobkować na życie trzeba będzie jakąś inną pracą...

Co natomiast upadnie? To wszystko, co nie służyło zaspokajaniu żadnych rzeczywistych potrzeb, a było jedynie odpowiedzią na stawiane sobie ciągle przez kapitalizm pytanie "co by tu jeszcze można zrobić, żeby zarobić?". Czy naprawdę potrzebna nam jest tak ogromna branża reklamowa, wielkie firmy "konsultingowe" robiące nie wiadomo co - tak naprawdę, trzeba byłoby się mocno zastanowić, aby wskazać jakikolwiek konkretny efekt działalności takich firm - salony tatuażu, fryzjerzy dla psów, firmy zajmujące się "zarządzaniem mieszkaniami na wynajem" i pan Wojtek prowadzący w ramach jednoosobowej działalności profile fejsbukowe innych firm?

Oczywiście ten pan Wojtek - i dziesiątki takich panów Wojtków i pań Agnieszek, pracujących w firmach, które upadną, stracą źródło utrzymania. I to jest prawdziwy problem, którym trzeba się zająć. I musi się nim zająć państwo, a nie "niewidzialna ręka wolnego rynku", gdyż rozwiązanie tego problemu (i innych problemów gospodarczych, które przyjdą po wirusie) wymaga wdrożenia zupełnie innych niż dotychczas rozwiązań społeczno-gospodarczo-politycznych, które z panującym nam (nie)miłościwie przez ostatnie kilkadziesiąt lat dogmatem o owej niewidzialnej ręce po prostu nie dadzą się pogodzić. Tak jak w 1989 roku aktorka Joanna Szczepkowska ogłosiła w telewizji, że 4 czerwca tegoż roku skończył się w Polsce komunizm, tak pora, abyśmy siedząc w domach przyjrzeli się uważnie sytuacji i jasno powiedzieli sobie i innym, że w dniu, w którym wirus zamknął nas w domach, skończył się - nie tylko w Polsce, ale i na świecie - kapitalizm. A przynajmniej kapitalizm taki, jaki znamy - nie poddany żadnym ograniczeniom i kontroli i rozrastający się przez to jak nowotwór na ciele społeczeństwa.

Problem w tym, że kiedy w 1989 roku wychodziliśmy z "komunizmu" (który, jeżeli chodzi o ścisłość, żadnym komunizmem nie był), pokazywano nam dosyć konkretną wizję tego, w jakim kierunku idziemy - co ma zająć miejsce owego "komunizmu". Dzisiaj takiej wizji nie mamy. Nie mamy jej jako całość - społeczeństwo, państwo, świat; jest bowiem wielu myślicieli, którzy mają pewne pomysły na to, jak urządzić świat po nowemu, ale nikt nie chce - a przynajmniej nie chciał dotąd - ich słuchać i choćby dyskutować nad ich pomysłami. Chciałbym mieć nadzieję, że to się zmieni, bo sytuacja jest pilna - świat musi znaleźć nową drogę "na już", jeżeli nie chcemy stoczyć się w przepaść powrotu do realiów społecznych rodem z XIX wieku, czy może nawet jeszcze wcześniejszych.

Jestem przekonany, że jednym z ważnych elementów tego "nowego świata" musi być istotne ograniczenie masowej turystyki. Już teraz mówi się - co było zresztą od początku epidemii dość oczywiste - że branża turystyczna jest jedną z największych "ofiar" koronawirusowego kryzysu gospodarczego. Wydaje mi się - choć mogę się oczywiście mylić - że nie ma już na świecie powrotu do masowej turystyki, jaką znaliśmy z czasów sprzed wirusa, jeszcze sprzed miesiąca. Trudno mi sobie wyobrazić, aby w możliwym do wyobrażenia czasie na ulicach mojego miasta - Krakowa - znowu pojawiły się gigantyczne tabuny turystów, jakie przelewały się przezeń codziennie w ostatnich latach. A zatem wszystkie hostele, pensjonaty, apartamenty i inne miejsca noclegowe, które żyły tylko bądź głównie z ruchu turystycznego, stracą rację bytu. Nie będzie potrzeba aż tylu knajp, nocnych klubów i sklepów z pamiątkami. Znikną wożące turystów po mieście meleksy, stracą klientów firmy organizujące autokarowe wypady do "Auschwitzwieliczki", zajęcie stracą przewodnicy. Można patrzeć na to jak na tragedię - upadną miejsca pracy, ludzie zostaną bez środków do życia - i rzeczywiście, będzie to tragedia, jeśli zostawimy tę sytuację i tych ludzi samych sobie. I tego właśnie zrobić nie możemy.

Bo patrząc na to z drugiej strony, wirus po prostu brutalnie "posprzątał" i siłowo wymusił powrót z sytuacji nienormalnej do normy. Wszelkich biznesów turystycznych było w Krakowie po prostu za dużo. Oczywiście - zgodnie z logiką kapitalizmu - odpowiednio dużo do liczby turystów odwiedzających to miasto. Ale ta liczba była właśnie absurdalnie wielka i chora z punktu widzenia każdej innej logiki oprócz kapitalistycznej, liczącej tylko zyski. Miasto było tak sturystyzowane, że praktycznie nie było już w nim miejsca dla mieszkańców. Musieli chować się gdzieś na peryferiach, gdzie turyści nie docierają. Przyszedł wirus i "posprzątał". Ale żeby nie sprzątnął jak śmieci ludzi, którzy dotychczas z turystyki w Krakowie żyli - bo może nie mieli innej możliwości zarobkowania - tymi ludźmi trzeba się zaopiekować. Tak, zaopiekować. Trzeba się zaopiekować każdym, kto z powodu koronawirusa stracił pracę lub popadł w ubóstwo, nawet jeśli pracę zachował.

Dlatego - chociaż trudno po wszystkich doświadczeniach ostatnich lat ufać państwu - nie mamy innego wyjścia, jak mu zaufać. Nie konkretnemu, temu czy innemu państwu, rządzonemu przez tych czy innych ludzi, ale państwu jako instytucji. Instytucji, która właśnie po to jest powołana, aby w takiej sytuacji wziąć ster w swoje ręce i przełożyć zwrotnicę na torach, po których toczy się świat. Bo jeżeli tego zrobić nie potrafi, to jest instytucją do niczego niepotrzebną. Ale też jeżeli nie potrafi tego zrobić, to nie ma już za bardzo nadziei, aby zrobił to ktokolwiek inny.

Myślę, że jako ludzkość mamy przed sobą dwie drogi. Albo znajdziemy rozsądny sposób samoograniczenia naszego konsumpcyjnego rozbuchania, nauczymy się kupować i korzystać tylko z rzeczy potrzebnych i rozróżniać to, co potrzebne od zachcianek - i będziemy żyć skromnym, ale w miarę spokojnym i godnym życiem, albo w sposób brutalny i dramatyczny ograniczenia wymusi na nas rzeczywistość - ta fizyczna (kończące się zasoby naturalne Ziemi, ocieplający się klimat, braki wody i pożywienia itd. itp.) i ta ekonomiczna, wiążąca się z postępującą biedą ogromnej większości ludzkości. Oczywiście będzie niewielka grupa bogatych, którzy dzięki pieniądzom i przemocy fizycznej będą w stanie zapewnić sobie życie na tyle komfortowe, na ile to możliwe, dopóki Ziemia będzie jeszcze w ogóle nadawała się do życia - ale będzie to naprawdę nieliczna grupa i bezgraniczną głupotą jest wierzyć w to, ze "ja" akurat w tej grupie się znajdę. Masz wiele milionów razy większe szanse - więc właściwie pewność - że zasilisz grono biedaków, którzy będą musieli walczyć o przetrwanie.

Od państw - od mądrych działań państw w tym momencie - zależy to, który z tych wariantów się zrealizuje.

komentarze (0) >>>