Główna >>

RSS

 

Kiedy patrzę na Białoruś...

2020-08-16   kategorie: społeczeństwo

Obejrzałem trochę relacji filmowych z protestów na Białorusi i uderzyła mnie jedna rzecz, o której różne osoby komentujące te wydarzenia raczej rzadko wspominają.

To, co jest bezsprzecznie widoczne u protestujących Białorusinów, to ich zjednoczenie i solidarność. I nasuwa się smutne wspomnienie, że u nas kiedyś też tak było. Oglądając relacje z protestów na Białorusi czuję się trochę, jakbym oglądał protesty w Polsce w roku 1980 - tak samo to wyglądało. Ta sama (prawdziwa, nie tylko z nazwy) solidarność i poczucie wspólnoty. A potem, kiedy przyszedł rok 1989 i transformacja, straciliśmy to. A właściwie nie tyle straciliśmy, lecz zostało nam odebrane. Zgodnie ze starożytną maksymą "dziel i rządź", społeczeństwo zostało podzielone na grupy, które nawzajem ze sobą zostały skonfliktowane i przedstawione pozostałym grupom jako wrogowie. Dlatego teraz w Polsce nie może być mowy o żadnych masowych protestach. Jeżeli wyjdą protestować nauczyciele - reszta społeczeństwa zwróci się przeciwko nim; jeśli wyjdą pielęgniarki - reszta społeczeństwa zwróci się przeciwko nim; jeśli wyjdą osoby LGBT - reszta społeczeństwa zwróci się przeciwko nim. To samo jeśli wyjdą górnicy, niepełnosprawni, i tak dalej, i tak dalej... To wszystko przykłady, które rzeczywiście miały miejsce w Polsce w ostatnich kilku(nastu) latach. Ludzie skutecznie dali sobie wtłoczyć do mózgów neoliberalną propagandę, zgodnie z którą ten, kto protestuje, jest roszczeniowym nierobem, pasożytem i nieudacznikiem, który chciałby mieć "za darmo" - czyli "ich kosztem" - coś, na co oni muszą ciężko pracować, zamiast "sam" sobie na to zapracować.

Jeszcze jedna refleksja: na Białorusi strajkują (tak jak w Polsce w roku 1980) wielotysięczne zakłady pracy. W dzisiejszej Polsce nie ma już - poza nielicznymi wyjątkami (jak chociażby wspomniani już górnicy) - wielotysięcznych zakładów pracy, których załogi, czując moc płynącą ze swojej liczebności i jedności, mogłyby zastrajkować. Skutecznie zlikwidowała je "prywatyzacja", będąca tak naprawdę zamierzoną destrukcją polskiej gospodarki, a w szczególności przemysłu. Wyobrażacie sobie strajk w byle jakiej usługowej firemce, w której pracuje 5, 10 a niechby nawet i 50 osób? Śmiech na sali. Kapitał może spać spokojnie: skutecznie spacyfikował zarówno chęci, jak i możliwości protestów w społeczeństwie.

A będący na usługach kapitału (niezależnie od orientacji politycznej) posłowie podnoszą sobie wynagrodzenia. Niektórzy z nich jeszcze przy tym obłudnie argumentują, że zarabiając więcej będą w mniejszym stopniu na tego kapitału usługach... :(

komentarze (0) >>>