Główna >>

RSS

 

O COVID-zie i o Gierku

2022-02-01   kategorie: społeczeństwo

Przeczytałem dzisiaj dwie niezwykle trafne - moim zdaniem - analizy, którymi myślę, że warto się podzielić.

Pierwsza to analiza obecnego stanu umysłu Polaków w kwestiach związanych z COVID-em, ale nie tylko: jak słusznie zauważa autor, podziały i schematy myślenia wytworzone przy okazji pandemii mogą w łatwy sposób zostać powielone np. w odniesieniu do tematyki kryzysu klimatycznego (i moim skromnym zdaniem - niestety - tak się zdarzy; nie jestem optymistą w tej kwestii).

Druga to zaś coś zupełnie z innej beczki: napisana poniekąd w "kontrze" do filmu "Gierek" - który niedawno wszedł na ekrany - bardzo rzeczowa i wyważona analiza przyczyn upadku gospodarczego PRL-u (a konkretnie PRL-u w okresie gierkowskim właśnie). Bardzo brakuje obecnie takich tekstów, obiektywnie patrzących na PRL, a nie powielających jednego z rozpowszechnionych w III RP mitów na temat tego okresu w naszej historii.

Moja drobna uwaga do tego pierwszego tekstu: dziwne, jakiemu przeobrażeniu w społecznym rozumieniu uległo znaczenie sformułowania "trzeba się nauczyć żyć z wirusem". Dobrze przecież jeszcze pamiętam (i chyba nie tylko ja?), że kiedy sformułowanie to pojawiło się w początkach pandemii w wypowiedziach różnych ekspertów, analityków czy komentatorów, było ono częścią nieco obszerniejszego zdania, które w pełnej wersji brzmiało mniej więcej tak: "Nie ma co liczyć na to, że pandemia się szybko skończy; wirus zostanie z nami na lata i musimy się nauczyć z nim żyć."

Jak dla mnie oznacza to (a może tylko ja to tak rozumiem?), że skoro nie ma szans na szybkie zakończenie pandemii, trzeba istnienie wirusa przyjąć do wiadomości i uwzględnić w swoim życiu (czyli "nauczyć się z nim żyć") - a to oznacza zmodyfikować swoje zachowania, zwyczaje i sposób życia tak, aby być bardziej ostrożnym i w miarę możliwości unikać zachowań ryzykownych - czyli uczestnictwa we wszelkich wydarzeniach, w których znajdujemy się w dużych grupach ludzi. W pewnych sytuacjach jest to konieczne - np. chodzenie do pracy, do sklepu, wizyta u lekarza; wtedy oczywiście trzeba to robić, stosując na tyle, na ile to możliwe, środki ochronne minimalizujące ryzyko. Jednak są takie sytuacje, które spokojnie możemy sobie darować - wizyta w kawiarni, kinie, podróż na wakacje samolotem. Rozsądny człowiek powinien swój udział w tego typu sytuacjach minimalizować, zwłaszcza w okresach wzrostu liczby zakażeń. To dla mnie oznacza "nauczyć się żyć z wirusem". Tymczasem ze zdziwieniem konstatuję, że w powszechnym rozumieniu (i także w rozumieniu autora podlinkowanej wypowiedzi) "nauczyć się żyć z wirusem" oznacza mniej więcej tyle co "nie przejmować się wirusem" - czyli żyć dokładnie tak samo, jak żyło się przed pandemią ("business as usual"), niemal całkowicie ignorując istnienie COVID-a. Czyli de facto zachowywać się tak, jakby pandemia już się zakończyła - co według mnie jest całkowicie przeciwne pełnemu kontekstowi zdania o "nauczeniu się życia z wirusem", gdzie wyraźnie jest mowa o tym, że nie ma szans na szybkie zakończenie pandemii i powinniśmy przyjąć to do wiadomości. Z czym najwyraźniej wiele osób ma problem.

Ale może to tylko moje rozumienie...?

komentarze (0) >>>