Główna >>

RSS
Nie idźmy na tę wojnę! To nie nasza wojna!

 

Strefa Bzdurnego Transportu i Krakowskie Centrum Spuszczania po Brzytwie

2026-01-11   kategorie: prywatne społeczeństwo rower

Od początku 2026 roku funkcjonuje w Krakowie tzw. Strefa Czystego Transportu. Pomijam w tym momencie kwestię sensowności i zasadności wprowadzenia tej strefy - bądź braku takiej sensowności - o co toczą się gorące dyskusje. Chciałem zwrócić uwagę na pewne wewnętrzne sprzeczności w samym jej zamyśle.

Zacznijmy od tego, że wcale nie tak łatwo jest znaleźć mapę pokazującą obszar objęty strefą - a to powinna być pierwsza, podstawowa informacja, która powinna się wręcz "wciskać" przed oczy komuś, kto ogląda miejskie strony internetowe dotyczące tej strefy. Celowo nie podaję tu linku do tej mapy, zachęcam chętnych do jej odszukania wśród rozproszonych tam i siam, na stronach chyba trzech różnych jednostek miejskich, informacji dotyczących SCT - powinny być one jasno zebrane w jednym miejscu, a obszar objęty strefą powinien być wśród nich wszystkich informacją najważniejszą i najłatwiej widoczną. Ironicznie w tym kontekście brzmi hasełko promocyjne "Czysta strefa - jasne zasady" widoczne na stronach dotyczących SCT, skoro same informacje dotyczące tej strefy w pierwszym rzędzie nie są jasne.

Kiedy w końcu udało mi się znaleźć tę mapkę, zdziwiłem się ogromnie. Otóż jakiś czas temu w Krakowie stworzono system tzw. parkingów Park & Ride (P+R). Pomysł w założeniu całkiem sensowny, mający zachęcić kierowców wjeżdżających spoza Krakowa do zostawienia samochodu na parkingu na obrzeżach miasta i przesiadkę na komunikację miejską (parkingi położone są w większości przy pętlach tramwajowych) - opłata za parking jest równocześnie całodziennym biletem na przejazdy tą komunikacją. I otóż wszystkie te parkingi znajdują się obecnie wewnątrz Strefy Czystego Transportu, co całkowicie podważa ich sens! Jeżeli bowiem ktoś spoza Krakowa, posiadający stary samochód nie spełniający wymogów SCT, chciałby dojechać na taki parking, i tak musi zapłacić za wjazd do strefy. Skoro zatem już zapłaci, nie będzie miał żadnej motywacji do tego, aby zapłacić po raz drugi za parking, na którym zostawi samochód, tylko będzie jeździł tym samochodem po mieście. Jest to sprzeczne zarówno z założeniem strefy (która miała redukować ruch takich starych samochodów w obrębie miasta - jeszcze raz, abstrahuję od tego czy ma to sens), jak i z założeniem parkingów P+R, które miały redukować ruch w obrębie miasta samochodów wjeżdżających spoza Krakowa.

Jako, że we wszystkich informacjach dotyczących strefy zachęca się, aby w razie jakichkolwiek pytań czy wątpliwości kontaktować się z tzw. Krakowskim Centrum Kontaktu, postanowiłem skorzystać z tej możliwości. Wspomniane Krakowskie Centrum Kontaktu to uruchomiony jakiś czas temu portal oraz infolinia, mający stanowić jeden wspólny punkt kontaktu z instytucjami miejskimi, niezależnie od tego, do której z nich chcemy skierować sprawę. Teoretycznie duże ułatwienie. Jak sie okazuje, tylko teoretycznie.

Portal Krakowskiego Centrum Kontaktu zawiera m.in. formularz, za pośrednictwem którego obywatele mogą zgłaszac swoje pomysły i propozycje do instytucji miejskich. Zgłosiłem więc propozycję, aby parkingi P+R oraz drogi dojazdowe do nich były wyłączone z obszaru SCT, uzasadniając to jak powyżej. Możnaby się spodziewać, że skoro istnieje taki formularz, to wnioski kierowane za jego pośrednictwem będą przekazywane do odpowiedniej merytorycznie instytucji miejskiej, która je rozpatrzy i odpowie pozytywnie lub negatywnie - ale jeśli nawet jeśli odpowiedź będzie negatywna, to można się spodziewać jakiegoś jej uargumentowania oraz informacji, jaka konkretnie instytucja miejska oraz jaki urzędnik rozpatrywał sprawę, gdyż to są normalne standardy postępowania urzędowego.

Tymczasem moje zgłoszenie zostało "zamknięte" po mniej więcej 3 godzinach, z lakoniczną odpowiedzią o następującej treści:

"Granice strefy zostały wyznaczone tak, by można było zgodnie z prawem zawrócić przed nimi nie naruszając ich, a jednocześnie by linia ta miała logiczny i spójny przebieg na całej swojej długości."

I to wszystko. Żadnej informacji, kto zgłoszenie rozpatrywał, ani konkretnego uzasadnienia, dlaczego zdecydowano się je odrzucić. Zresztą skoro zgłoszenie zamknięto w 3 godziny, to mało prawdopodobne jest aby faktycznie zostało ono przekazane do rozpatrzenia jakiejś jednostce miejskiej i zdążyła ona je rozpatrzeć. Po prostu jakiś podrzędny pracownik obsługujący system zgłoszeń wkleił ogólnikową, nic nie mówiącą formułkę, i zamknął zgłoszenie. To w zasadzie nie musiał zadawać sobie trudu z wklejaniem tej formułki, mógł napisać jeszcze krócej: "Spadaj na drzewo" - bo do tego w zasadzie sprowadza się ta odpowiedź. Skoro zgłoszenia przekazywane za pośrednictwem "Krakowskiego Centrum Kontaktu" nie są do nikogo przekazywane do merytorycznego rozpatrzenia, tylko od razu zamykane z ogólnikowymi i nic nie wyjaśniającymi komentarzami, to w zasadzie powinno się ono nazywać "Krakowskim Centrum Spuszczania po Brzytwie", a nie "Kontaktu", bo temu w istocie służy.

A zresztą czego ja oczekuję po mieście, które od lat nie potrafi rozwiązać tak prostej sprawy, jak równe traktowanie wszystkich uczestników ruchu, jeżeli chodzi o odśnieżanie. Załatwiałem dzisiaj kilka spraw w różnych punktach miasta i w związku z tym zrobiłem dość długą trasę rowerem po Krakowie. I niestety. W 2007 roku napisałem tu notkę na temat odśnieżania i zawarte w niej obserwacje mógłbym dzisiaj w pełni powtórzyć. O ile w poprzednich latach było już z tym nieco lepiej, o tyle obecnej zimy piesi i rowerzyści znowu traktowani są jak użytkownicy dróg drugiej kategorii. Na całej trasie, którą przejechałem, jezdnie były posolone, odśnieżone i czarne; nawet jeżeli nieco przysypał je świeżo padający śnieg, można było po nich jeździć bez żadnego problemu. Za to drogi rowerowe i chodniki były odśnieżone tylko gdzieniegdzie; można było znaleźć całe długie odcinki - i to przy ważnych, głównych drogach - których nikt pługiem ani łopatą nie tknął. Oczywiście można się tłumaczyć, że nie da się odśnieżyć wszędzie naraz, że kiedy pada śnieg nie da się wszędzie od razu wysłać służb itd. itp. - tylko że tłumaczenie takie obala fakt, że jezdnie były odśnieżone wszędzie. Gdyby jezdnia była zasypana i nieodśnieżona w analogiczny sposób co chodnik - w porządku, miasto się "nie wyrabia", można to zrozumieć. Ale kiedy jezdnia jest czysta, a na drodze rowerowej trzeba przebijać się przez zbity i rozkopany butami nieszczęsnych pieszych śnieg, po którym jedzie się z największym trudem, jakby jechało się po piasku na plaży - o czym to świadczy? O tym, że ktoś tu, szanowni państwo, ma nas w dupie. Więc skoro ma nas w dupie w jednej kwestii, co się dziwić, że może mieć nas w dupie także we wszelkich innych?... :(

"Wolność". "Demokracja". A wypad z taką wolnością i demokracją.

komentarze (0) >>>