Główna >>

RSS

 

Zamach stanu

2010-10-23, zmodyfikowana: 2010-10-24   kategorie: nowości społeczeństwo

Nasi politycy właśnie solidarnie pokazali, w jakim "poszanowaniu" mają obywateli. Zaproponowana przez rząd i ekspresowo wręcz "klepnięta" przez sejm ustawa "antydopalaczowa", niekonstytucyjna i sprzeczna z prawami człowieka - co w miażdżący wręcz sposób wykazuje opinia Biura Legislacyjnego Senatu - została, nie zważając na tę opinię, niemal jednogłośnie przyjęta przez senat. Znalazł się tylko jeden sprawiedliwy, który nie zgodził się na przyjęcie ustawy rażąco sprzecznej z prawem - brawo panie Cimoszewicz! Cóż jednak pański jeden głos przeciw może zdziałać...?

Obserwuję to, co się dzieje w tej sprawie, naprawdę z przerażeniem. Rząd proponuje niekonstytucyjne prawo, zwracając się równocześnie - ustami swoich urzędników - do parlamentarzystów z apelem, aby nawet jeżeli są wątpliwości prawne, ustawę uchwalili, gdyż "państwo nie może pozostać bezradne". Ci, zamiast oburzyć się na taki apel, który nawołuje do złamania podstawowych zasad demokracji i praworządności, skrzętnie oczekiwania premiera wypełniają, podbijając bębenek "stanu wyższej konieczności" takimi wypowiedziami jak "Wiem, że opinia naszych prawników jest negatywna. Ale to sprawa tak ważna społecznie, a premier oczekuje, że ustawę uchwalimy bez poprawek" albo "Nie ma miejsca na wysublimowane rozwiązania, tylko na drastyczne i bezwzględne prawo". Owe "wysublimowane rozwiązania" to - dodajmy - przestrzeganie podstawowych norm konstytucyjnych i praw człowieka. Rzeczywiście, jest to luksus, na który władza nie może sobie pozwolić... No po prostu horror :(.

Ostatnia nadzieja w prezydencie, ze zamiast ustawę podpisać, odeśle ją do Trybunału Konstytucyjnego, co powinien zrobić w sytuacji, gdy do ustawy są tak poważne wątpliwości. Ale nikła to nadzieja, bo prezydent już zapowiedział, że "będzie się starał skrócić czas oczekiwania do minimum". Woli być - podobnie jak parlamentarzyści, którzy głosowali za ta ustawą - dyspozycyjny niż praworządny.

Dziwi mnie, że w sytuacji, gdy w Polsce dokonuje się zamach na praworządność, budzi to tak znikome zainteresowanie mediów. Wszystkie czołówki gazet i programów informacyjnych powinny przecież aż huczeć tym tematem! Najwyraźniej jednak dziennikarze dali się zwieść pozorom, iż chodzi tu tylko o dopalacze. A tymczasem one są w tej całej sprawie najmniej ważne, bo tu chodzi o nasze prawa obywatelskie i naszą wolność. Tylko jeden Olgierd Rudak nazwał tę sytuację tak, jak na to zasługuje - zamachem stanu. Bo jeśli prezydent ustawę podpisze, będzie to równoznaczne ogłoszeniu, że od tego momentu osobiste prawa i wolność wszystkich obywateli Polski - nie tylko tych, którzy handlują dopalaczami - zostały zagrożone.

Bo jeżeli ktoś dopuszcza możliwość działań bezprawnych, uzasadnionych "stanem wyższej konieczności", w jednej sprawie, to dlaczego nie w innej? Łamiąc zasadę praworządności w jednej dziedzinie, władza robi pierwszy krok od demokracji w stronę dyktatury - skoro zrobi już ten pierwszy krok, cóż powstrzymuje ją przed zrobieniem dalszych? Jeżeli bowiem dzisiaj "stan wyższej konieczności" uzasadnia uchwalenie niekonstytucyjnej ustawy przeciwko "dopalaczom", to jutro może uzasadnić np. ściganie osób zamieszczających w Internecie wypowiedzi nieprzychylne politykom (do czego już nawołują politycy PiS w związku z zabójstwem w Łodzi), a pojutrze - kto wie co?

Tymczasem - po raz kolejny to powtarzam - władza miała dwa albo trzy lata, od kiedy dopalacze pojawiły się w Polsce, aby problem rozwiązać w sposób przemyślany, spokojny i przede wszystkim - praworządny. Jeżeli przez ten czas nie zrobiono nic, prócz powtarzania, że sklepy działają legalnie i nic w tej sprawie nie da się zrobić, to w żaden sposób nie można teraz usprawiedliwić urządzania sobie "stanów wyższej konieczności" i nagłych działań łamiących prawo. Tak działały władze PRL-u, kiedy każdy mógł zostać ukarany nie za to, że robił coś niezgodnego z prawem, tylko za to, że robił coś, co jednemu czy drugiemu przedstawicielowi władzy się "nie spodobało". Nie bez kozery powstało wtedy takie powiedzenie: "Dajcie mi człowieka, a paragraf się znajdzie". Czyżby obecna władza chciała wracać do tych niechlubnych praktyk? Brrr... ponura perspektywa. I pomyśleć, że głosowałem na PO, aby uniknąć powtórki z PiS-u, jego bolszewizmu i nieposzanowania praw człowieka. A tu co? Tacy sami bolszewicy... :(

komentarze (2) >>>